29.01.2017

Budowa domu etap 1: równanie terenu, tyczenie, ławy fundamentowe, fundamenty

Poopowiadałam wam już trochę teorii, teraz zajmijmy się praktyką. Po przebrnięciu przez urzędy mogliśmy w końcu zacząć budowę naszego wymarzonego domu ! :)

Jeśli ktoś lubi oglądać to zapraszam na youtube właśnie wrzuciłam sklejkę kilkudziesięciu zdjęć z etapu który poniżej dokładnie wam opiszemy :)

FILMIK


Zakupy:


Jakieś 2 tygodnie przed rozpoczęciem budowy kupiliśmy drut, deski na szalunki, pręty gwintowane, gwoździe i masę innych rzeczy które będą niezbędne na pierwszym etapie budowy. W sporządzeniu listy zakupów pomógł nam majster.

Do wykonania poniżej opisanych prac potrzebowaliśmy:
- gwoździe 40kg,
- pręt gwintowany około 100szt o długości 1m które były przecinane na pół + nakrętki i podkładki,
- deski 8m3
- papa podkładowa 4 rolki po 10m2
- drut 1 tona fi 12 + 200 kg fi 8  (Po wykonaniu ław i fundamentów zostało około 400kg które      przydadzą się w późniejszych etapach)
- Kołki drewniane o długości 130cm 200szt
- kawałki rur na otwory kanalizacyjne
- beton na ławy 30 m3
- beton na fundamenty 27 m3


Przygotowanie terenu:


Nasze przygotowania do budowy musieliśmy zacząć od oczyszczenia terenu - był tam sad, pasieka mojego taty, huśtawka, żywopłot oraz inne drobne krzewy. Te prace mogliśmy i oczywiście zrobiliśmy dużo wcześniej, jeśli się nie mylę zaczęliśmy już wiosną. Dla zainteresowanych pasieka istnieje i ma się dobrze, chętnych zapraszam po pyszny naturalny i mega zdrowy miodek - nefrifhu@wp.pl :)
Zimą rok temu nasza działka wyglądała tak:


Było pięknie, uwielbiałam ten ogród, była grusza która miała kilkadziesiąt lat, być może nawet 100, rodzice mówią że od zawsze tam była :) Były róże, kalina która cudownie kwitła latem, huśtawka i pszczółki :) Na szczęście nasza działka jest na tyle duża że możemy zagospodarować jakiś jej fragment na taki właśnie ogród, oczywiście po wybudowaniu domu.
Wiosną zaczęło się robić coraz bardziej pusto..








Równanie terenu:


Po załatwieniu wszystkich pozwoleń mogliśmy w końcu wziąć się do pracy. Jako że teren jest pochyły - zauważcie na poprzednim zdjęciu huśtawka stoi na górce a im bliżej pasieki tym niżej. Musieliśmy mniej więcej wyrównać teren, oczywiście za pomocą wynajętej koparki. Jak się później okazało dużo lepiej byłoby zrobić to innym rodzajem łyżki, aby teren został gładki, ale niestety wcześniej sami na to nie wpadliśmy :) Chłopaki nieźle taplali się w błocie przy wykonywaniu fundamentów... Równanie terenu to była kwestia ok 3-4 godzin.




Nitką wyznaczyliśmy mniej więcej poziom góry fundamentu - przy małej pomocy brata geodety :)



Tyczenie:


Po wyrównaniu terenu przyszedł czas na tyczenie. Oczywiście tym również zajął się brat, z naszą pomocą. Na czym to polega? Najpierw wbiliśmy w grunt kołki, mniej więcej w miejscach gdzie na projekcie oznaczone są osie ścian nośnych i zewnętrznych. Na tych kołkach oznaczyliśmy poziom góry fundamentu - ołówkiem, za pomocą jakichś geodezyjnych sprzętów :)  Później do kołków przybijaliśmy deski odpowiadające temu właśnie poziomowi, a na deskach zaznaczaliśmy wbijając gwoździki osie wszystkich ścian nośnych i zewnętrznych domu.  Zajęło nam to jakieś 4 godziny.





Ławy fundamentowe:


I zaczynają się konkretne roboty budowlane :) Tą część prac powierzyliśmy fachowcom, jeśli ktoś byłby zainteresowany z chęcią podam namiar ponieważ nasza ekipa jest naprawdę świetna. Chłopaki są zgrani, mega pracowici, każdy wie co ma robić, uwijają się dosłownie jak mrówki przy czym nie tracą na jakości, nie mamy żadnych zastrzeżeń co do wykonanej przez nich ogromnej pracy. O namiar pytajcie na mailu ---> nefrifhu@wp.pl.
Chłopaki wykopy pod ławy fundamentowe wykonali mini koparką, zaczęli od wyznaczenia względem przebiegających osi ścian konturów ław. Oczywiście w ruch poszły poziomice, metr, deski oraz wapno którym wyznaczali na ziemi linie. Kopanie poszło szybko i sprawnie, w międzyczasie druga część ekipy zajęła się robieniem zbrojeń. 
Razem z kierownikiem budowy zdecydowaliśmy o poszerzeniu głównej ławy podtrzymującej prawie całą konstrukcję domu. Kierownik zasugerował również poszerzenie ławy w najmokrzejszym miejscu działki, oraz wzmocnienie zbrojenia. Tak też zrobiliśmy. Już wcześniej podjęliśmy decyzję o wzmocnieniu zbrojenia wszystkich ław o jeden dodatkowy drut w dolnej części, w tamtym newralgicznym miejscu poleciało jeszcze dodatkowo 2 druty. 



Po wykonaniu wszystkich wykopów chłopaki zabrali się za umieszczanie zbrojeń w dołkach, tu pamiętajcie zbrojenie nie może leżeć bezpośrednio na gruncie, musi całe zostać oblane betonem, my podkładaliśmy jakieś stare cegły. Zbrojenia zostały poukładane, połączone drutami. Rura widoczna na zdjęciu poniżej została umieszczona dla ułatwienia podczas podłączania wody, nie będziemy musieli kopać i przebijać się pod ławą. 



I niestety tu fotorelacja z etapu wykonywania ław się kończy, ponieważ czekaliśmy kilka godzin na beton który oczywiście był zamówiony na południe ale dotarł jak zapadał zmrok... Praktycznie po ciemku chłopaki zalali ławy i rozwinęli swoje magiczne linki (osie ścian). W lekko podeschnięty beton (oczywiście wierzchnią część) wbijali zaostrzone paliki drewniane które na następny dzień miały posłużyć do szalowania fundamentów. Fotka poniżej jest z kolejnego dnia, ale widać mniej więcej o co chodzi.  Po zalaniu zostały w ławach umieszczone również druty które połączą betonowe słupy oraz schody z podstawą domu czyli ławami i fundamentami.






Fundamenty:


Na łączenie ław z fundamentem (pomiędzy palikami) została położona papa pełniąca funkcję izolacji poziomej. Następnie chłopaki zabrali się za zbijanie blatów na fundament. Jest to żmudna i ciężka praca, zwłaszcza przy takim rozmiarze fundamentów, prawie 200m2 zabudowy, a sam fundament ma metr wysokości. Deski świeże, ciężkie, wszystko trzeba było nosić, docinać i zbijać. Wyrobili się jednak w półtorej dnia, serio nie wiem jak oni to robią :) Na zdjęciach poniżej widzicie środek takiego szalunku, wszystko poskręcane prętami gwintowanymi (srebrne). Ciemniejsze brązowe druty w górnej części to pręty zbrojeniowe, które pełnią funkcje dystansu pomiędzy deskami i podtrzymują położone później 2 pręty (około 5cm od zewnętrznej i 5cm od wewnętrznej strony fundamentu) użyte w celu wzmocnienia i związania całości. W projekcje nie było żadnego drutu w tym miejscu ale wraz z majstrem i kierownikiem postanowiliśmy wzmocnić to miejsce.  W przekroju możecie zauważyć rury kanalizacyjne - o tym również nie zapomnijcie ponieważ później będziecie musieli kuć w fundamencie.






No i oczywiście ponownie czekaliśmy na beton! I tak znowu zdążyło się zrobić ciemno.. chłopaki lali do świateł z samochodu... Całe szczęście w miarę sprawnie udało się zakończyć. Cały etap prac związanych z fundamentem, od wykopu ław po zalanie fundamentu trwał.. 3 dni, trzy krótkie zimowe dni, gdyby nie czekanie na beton jestem pewna że uwinęliby się jeszcze przed zachodem słońca. 



koteł ochrzcił nasz fundament :)




I na tym zakończmy dzisiejszą relację :) Następne etapy prac związane z fundamentami opiszę w kolejnej notce, będzie to rozszalowanie, izolacja pionowa poprzez malowanie dysperbitem, ocieplanie fundamentu styropianem oraz zakładanie folii kubełkowej, robienie drenażu i odpływów pod rynny oraz zasypywanie całości piaskiem.

 Jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie w komentarzach albo na maila :) 
_____________________________________________________________________________



Firma budowlana, która zajmuje się budową naszego domu do stanu SSO (z wyjątkiem drobnych prac które wykonujemy sami): TND-BUD  Bartłomiej Łoch, Niedźwiada (podkarpackie), tel: 511024094

Kontakt: nefrifhu@wp.pl

Zapraszam na:

Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

26.01.2017

Nasza wymarzona parterówka, czyli indywidualny projekt domu :)

Dziś kolejny wpis odnośnie budowy domu. opowiem wam nieco o naszym projekcie. Tak jak w przypadku moich poszukiwań sukni ślubnej od początku mieliśmy z mężem pewne wymagania odnośnie naszego przyszłego domu. Jakie? Dowiecie się poniżej :)


Jaki ma być lub jaki być nie powinien:

* parterówka, wszystko na jednym poziomie, to był nasz priorytet. Poddasza być może nam się podobają ale u kogoś, dla siebie chcielibyśmy wygody i łatwego dostępu do wszystkich pomieszczeń.

Kilka argumentów:
- od jakiegoś czasu mam problem z kolanami, który bardzo nasilił się podczas pracy w sklepie gdzie kilka razy dziennie musiałam pokonywać schody do magazynu, skazywanie się na schody conajmniej kilka razy dziennie byłoby dość nierozsądne :)

- ze względów wizualnych, dużo bardziej podobają nam się domy parterowe z dachem o niskim kącie nachylenia,

- patrząc w przyszłość bezpieczeństwo dzieci - nie będziemy musieli się martwić że dzidziuś spadnie ze schodów, są bramki zabezpieczenia itd ale zawsze istnieje jakieś ryzyko,

- ponownie patrząc w przyszłość ze względu na przenoszenie rzeczy dziecka oraz naszych góra/dół/góra/dół. Żeby było wygodnie najlepiej byłby się wyposażyć w 2 łóżeczka, 2 przewijaki, zabawki rozdzielić na połowę, połowę ciuszków trzymać na dole a połowę na górze. Według mnie nie jest to praktyczne rozwiązanie w dodatku zabierające cenną dla nas przestrzeń. Mając jeden poziom z powodzeniem możemy sobie pozwolić aby ciuszki, łóżeczko i inne rzeczy dziecka były w jego pokoju, nie jest problemem przejście kilku kroków aby go przewinąć czy przynieść inną zabawkę, natomiast chodzenie z bobasem na rękach po schodach kilkanaście razy dziennie nie byłoby zbyt łatwe,

- skosy w domach z poddaszem, zabierają przestrzeń, powodują u mnie uczucie bycia w klatce, utrudniają rozmieszczenie mebli, w parterówkach nie ma takiego problemu,

-brak tradycyjnych okien, oczywiście można zrobić jaskółki ale to kolejne zabierające miejsce udziwnienia, oraz kolejne koszty, okna dachowe totalnie nas nie satysfakcjonują, cenimy sobie dobrze doświetlone, jasne pomieszczenia, co ponownie przemawia tylko i wyłącznie za parterówką

Jednym słowem tylko parterówka wchodziła w grę. W 5 sekund wyciągam deskę do prasowania i prasuję przed telewizorem, po zakończeniu w mgnieniu oka chowam ciuchy do garderoby. Robiąc obiad w kuchni mogę zerkać do pokoju dziecka, do biura, popracować, a po chwili wrócić pomieszać zupę :) Gdy WC jest zajęte, drugą łazienkę mam tuż obok, nie na górze. Nocne podjadanko ? Nie muszę schodzić po schodach na dół. Sprzątanie, tylko jeden poziom, nie muszę martwić się schodami i dodatkowymi zakamarkami. Nie ma problemu z meblami, oknami, firankami, wszystko wymiarowe, standardowe, wszędzie dostępne. Dzieci mogą poruszać się bez problemu po całym domu. Przestrzeń: kuchnia, salon, jadalnia, korytarz wszystko otwarte, połączone, to uwielbiamy :)
Nie przemawiały do mnie argumenty że w domach z poddaszem wysprzątam dół górę zamknę i mogę przyjmować gości, w parterówce też nie zamierzam zapraszać gości do sypialni, od tego jest salon :)

Na koniec dodam że nawet nie szukaliśmy domu z poddaszem, w tym temacie byliśmy bardzo zgodni, jeszcze nie myśląc o budowie obydwoje wiedzieliśmy że jeżeli kiedyś będziemy mieć dom to tylko parterowy :)

* dom w kształcie prostokąta/kwadratu, koniecznie z dachem kopertowym, podobają nam się proste formy, udziwnienia, skosy, dachy wielospadowe, to nie nasza bajka. Domek miał być jak najbardziej prosty, zbliżony do kwadratu, niski i z dużymi drzwiami wejściowymi po środku frontowej elewacji :)

* dom musi posiadać 4 pokoje - 3 sypialnie plus gabinet, to był nasz priorytet, nie chcieliśmy również aby pokoiki były małe - mniej niż 10m2 nie wchodziło w ogóle w grę, 

* garderoba - koniecznie, nie wyobrażam sobie nowego domu bez tego pomieszczenia, jest to bardzo duża wygoda jeśli chodzi o przechowywanie ponieważ nie musimy w każdym zakamarku domu robić szaf wnękowych, a sypialnia może pozostać sypialnią z łóżkiem i toaletką, a nie magazynem,

* spiżarka to kolejny must have, mogłabym poświęcić część kuchni żeby tylko móc zrobić spiżarkę, jest to pomieszczenie niezbędne, można schować tam przetwory, większe garnki, oraz takie rzeczy jak miotłę i mopa, gdy przyjdzie potrzeba znajdzie się tam miejsce również na dodatkową zamrażarkę,

* kuchnia otwarta na salon, to rozwiązanie podobało mi się od zawsze, pani domu gotuje i kręci się w kuchni a jednocześnie ma oko na pozostałych domowników przebywających w salonie, bez problemu może rozmawiać z gośćmi przygotowując poczęstunek, może zająć się dziećmi bez konieczności wpychania wózka czy kojca do kuchni :) 

* schody na strych, w nowych projektach bardzo często rezygnuje się z tego rozwiązania i wstawia rozkładaną drabinkę w dziurę w suficie. Być może jest to dobre rozwiązanie nie zabierające miejsca, ale tylko dla osób które planują korzystać ze strychu raz na rok. Ja natomiast planuje wieszać tam pranie, czy przechowywać część mniej potrzebnych rzeczy, aby nie zagracać domu. W tej sytuacji nie wyobrażam sobie biegania kilka razy w tygodniu po rozkładanej drabince. Druga kwestia to przyszłość, a co jeśli urodzę drużynę piłkarską i będziemy potrzebować kolejnych pokoi ? :D To raczej nie wchodzi w grę, ale jeśli kiedyś, w dalekiej przyszłości będziemy mieć na tyle środków finansowych na górze można zrobić np mini siłownię, albo oddzielną pralnię, wtedy schody to konieczność.

* dom bez piwnicy, kotłownia na tym samym poziomie co reszta, z wejściem z wiatrołapu i dodatkowymi drzwiami na zewnątrz. Planujemy zwykły kocioł na węgiel i drewno, dodatkowe wyjście z zewnątrz bardzo ułatwi nam sprawę wnoszenia opału. 

* WC dla gości, to na szczęście w dzisiejszych czasach już standard, nawet nie ze względu na gości, a na nas, drugi kibelek zawsze się przyda..

* dom bez garażu, mamy ograniczoną powierzchnię zabudowy, poza tym na podwórku znajduje się sporo zabudowań gospodarczych, w których bez problemu mieści się nasz samochód.

* najlepiej jakby jeden pokój był tuż obok salonu - gabinet, wtedy pracując mogłabym mieć oko na to co dzieje się w centrum domu i podczas pracy nie odcinać się całkowicie od reszty domowników

* umiejscowienie domu i rozmieszczenie pomieszczeń. Niestety działka nie pozwala nam na zbyt wielkie manewry w tej kwestii. Od południa mamy sąsiadów, od wchodu ogród i drogę gminną, od północy wjazd na podwórko a za nim dom rodziców, od zachodu kawałek ogrodu i garaż. Jedno było pewne jak najmniej okien od południa, kotłownia musi być skierowana na zachód z wyjściem w stronę części gospodarczej naszego podwórka, salon z kuchnią muszą być od strony północno/wschodniej - okna na ogród i drogę. Wejście bardzo chcieliśmy od strony istniejącego domu rodziców. Jeśli choć trochę znacie się na rozmieszczeniu pomieszczeń względem stron świata to tak u nas jest totalnie na odwrót :) Niestety warunki na nic innego nie pozwoliły, nie wyobrażałam sobie mieć okien z salonu i tarasu 4 metry od stodoły sąsiada... a właśnie tak wg standardów wypadałoby zrobić :) 


Jak z takimi wymaganiami znaleźć projekt idealny?

Wymagań jak widzicie jest sporo, sporo było również godzin spędzonych na poszukiwaniu projektu :) Szukaliśmy oczywiście w internecie, spędziliśmy a raczej zmarnowaliśmy setki godzin na szukaniu ciągle nieidealnego projektu.
Jakie napotykaliśmy problemy? W wielu projektach nie było schodów, brakowało również garderoby czy spiżarki. Często znajdywaliśmy prawie idealny projekt ale miał o jeden pokój za mało, a jeśli miał już 4 pokoje to były to klitki po kilka m2. Największym problemem było jednak rozmieszczenie, nawet odbicia lustrzane nie spełniały naszych wymagań wymienionych w ostatnim punkcie...
Po długich i naprawdę męczących poszukiwaniach pomyślałam, że przerobię jeden z projektów, który znaleźliśmy. Już wcześniej planując dobudowę domu miałam styczność z bardzo fajnym planerem online KLIK. Postanowiłam przerysować projekt tego lub bardzo podobnego domu i poddać go mojej edycji :) Po kilkudziesięciu dniach i setkach godzin spędzonych na przemyśleniach powstał nasz projekt domu :) Dziesiątki razy zmieniałam wielkość i rozmieszczenie pomieszczeń, zastanawialiśmy się, które rozwiązanie będzie najlepsze. Jedno było pewne robimy projekt indywidualny.  Gdybyśmy kupili projekt i zdecydowali się na gruntowne zmiany, finansowo wyszło by jeszcze drożej lub bardzo podobnie jak teraz, gdy zrobiliśmy projekt indywidualny stworzony przez nas dla nas. Po konsultacji z architektem podjęliśmy ostateczne decyzje i projekt zaczął "się tworzyć" Można powiedzieć że jedyną zmianą była rezygnacja z pralni na rzecz większej przestrzeni w salonie/korytarzu. Bardzo nad tym ubolewam ponieważ oddzielne pomieszczenie z pralką było dla mnie od zawsze marzeniem, stwierdziliśmy jednak że łazienka jest na tyle spora że bez problemu pomieści pralkę (planuje ją całkowicie zabudować), a być może za kilka ładnych lat zdecydujemy się na pralnię na górze. :) Projekt robił się 5 miesięcy o czym wspominałam wam już kilka dni temu - KLIK. Jak do tej pory nie żałujemy żadnej decyzji i jesteśmy z niego zadowoleni, ale tak naprawdę wydaje mi się że przekonamy się czy pewne wybory okażą się trafne dopiero jak w nim zamieszkamy lub zaczniemy urządzać :)

Pokażę wam nasz projekt który przerysowałam z papieru na program kilka dni temu. Zrobiłam to dlatego żeby zobaczyć wizualizację, móc wirtualnie pospacerować po naszym domu i zastanowić się nad rozmieszczeniem mebli. Niestety przekazując projekt architektowi nie było czasu na dokładne zastanawianie się gdzie będzie stał jaki mebel, a co za tym idzie na dokładne rozmieszczanie drzwi lub okien. Takie zmiany są drobne i można je nanieść w każdej chwili z pomocą kierownika budowy. Będą to zmiany typu inne wymiary okna, lub przesunięcie drzwi o kilka centymetrów w lewo, nic poważnego, ale trzeba mieć to na uwadze już na tym etapie budowy.

PROJEKT

Niżej widoczne wymiary mogą różnić się o kilka cm z oryginalnym projektem, nasz dom ma 157,81m2 powierzchni użytkowej, 192,80m2 powierzchni zabudowy, wymiary zewnętrzne to 
15,10m x 12,84m. Pomieszczenia:
1 wiatrołap
2 kotłownia
3 kuchnia
4 spiżarka
5 salon/jadalnia
6 WC
7 łazienka
8 4 pokoje
9 garderoba
10 komunikacja czyli przedpokój

Meble powstawiałam tylko dla przykładu, jeszcze dokładnie nie wiemy co gdzie będzie np w salonie :) Cieniutkie szare linie to podział pomieszczenia widoczny tylko w programie, tam gdzie się znajdują nie będzie żadnych ścian. Są dwie rzeczy nad którymi się zastanawiam - zmniejszenie spiżarki na rzecz większej kuchni, ale o tym zdecydujemy przy stawianiu ścianek działowych, oraz postawienie ścianki między korytarzem a salonem - wymiar 171cm, ale to dopiero gdy zaczniemy mieszkać i stwierdzimy że chcemy całkowicie oddzielić tamtą część od salonu. Myślę że wchodzi to w grę tylko wtedy, gdybym moje biuro upchnęła w najmniejszym pokoju a tam powstał pokój np dla dziecka, jeśli biuro zostanie tam gdzie docelowo ma być czyli pokój 17,24m2 to ścianka nie powstanie z powodów które wymieniłam wyżej w wymaganiach :) Jedyne co może być dla was nieczytelne to  WC, muszla będzie 'schowana' pod schodami natomiast wejście i umywalka tam gdzie wysokość jest standardowa. Jeśli wysokość schodów pozwoli to zrobimy pod nimi jeszcze mini schowek np na rurę od odkurzacza.



Zapomniałam o tarasie, z którego robieniem póki co raczej się wstrzymamy, ale docelowo napewno będzie tak jak w projekcie :)



Wizualizacje (zdjęcie projektu):



Elewacja to tylko propozycja od architektów, jeszcze nie zastanawialiśmy się jak do końca będzie wyglądała :)



Na koniec dodam, że tak jak w każdej poprzedniej notce budowlanej, to co tu znajdziecie to nasze doświadczenia, nasze opinie i nasza konkretna sytuacja. To że my wybraliśmy parterówkę i wymieniłam argumenty które nam w tym wyborze pomogły, nie oznacza że wy nie będziecie mieć kompletnie odmiennego zdania na ten temat :) Tak jak pisałam wyżej domy z poddaszem są ok - u kogoś, podobają nam się, ale my osobiście wolimy mieszkać w parterówce. Każdy z was musi projekt dopasować przede wszystkim do siebie, swoich potrzeb upodobań, każdy z nas jest inny i każdy będzie potrzebował czegoś innego. Jedno jest pewne nie zgadzajcie się na coś bo 'jakoś tam będzie' róbcie wszystko pod siebie tak jak zawsze marzyliście, zmieniajcie zastanawiajcie się, mierzcie. My przed zaakceptowaniem projektu kilka razy wyznaczaliśmy sobie dom na działce, mierzyłam nawet poszczególne pomieszczenia. Warto sprawdzić mniej więcej jak to wszystko będzie wyglądało, czy z każdej strony zostanie wam wystarczająco dużo miejsca. Pamiętajcie na papierze wszystko wygląda zupełnie inaczej. Porównujcie wymiary, jeśli wiecie że wasz obecny pokój/kuchnia/łazienka ma tyle i tyle metrów spróbujcie sobie wyobrazić ile potrzebujecie w waszym przyszłym domu, więcej, mniej, a może wystarczy tyle samo? Często będąc u znajomych lub rodziny pytaliśmy ile metrów ma to pomieszczenie, a jak duże macie tu okno? To nie żaden wstyd, powtórzę raz jeszcze warto coś zobaczyć dotknąć i zbadać na własnej skórze, bo NA PAPIERZE WSZYSTKO WYGLĄDA ZUPEŁNIE INACZEJ. Co do samego projektu zastanówcie się czy bardziej opłaci się kupować gotowy i nanosić poprawki czy tak jak w naszym przypadku zaprojektować dom od nowa. Popytajcie o ceny, nie jednego architekta, kilku, kilkunastu, przedział jest naprawdę ogromny. Pamiętajcie że kupując projekt gotowy i tak musicie iść z nim do architekta który go zaadaptuje, zaprojektuje przyłącza i naniesie na waszą działkę, to może być znacznie bardziej kosztowne niż gdy biuro projektowe zajmie się wami od samego początku i stworzy dla was projekt idealny. :)

Teraz pozostaje mieć nadzieje, że nasze decyzje były trafne i w naszym nowym domu będzie nam się mieszkało praktycznie i wygodnie, ale o tym przekonamy się niestety dopiero za kilka lat :) Póki co mogę was tylko zapewnić że mam mega satysfakcję z patrzenia na to jak powstaje dom wymyślony tak naprawdę przeze mnie :) Nie mogę się doczekać jak zaczną pojawiać się mury :)


Jeśli chcecie dopytać o architekta lub o jakiekolwiek inne szczegóły niekoniecznie publicznie to zapraszam na maila: nefrifhu@wp.pl  :)


_____________________________________________________________________________

Kontakt: nefrifhu@wp.pl

Zapraszam na:

Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

22.01.2017

Stylizacja z farbkami akrylowymi, naklejką i srebrnym żelem :)

Hej dziewczyny, dziś postanowiłam odkopać jedną z moich starszych stylizacji, paznokcie jak zwykle moje, żelowe na formie. W stylizacji wykorzystałam farbki akrylowe (blur effect), błyszczący żel, naklejkę wodną oraz.. pisak sharpie :)



Produkty:
- żel 04 christmass line z mojego sklepu - aktualnie brak, ale mamy bardzo podobny KLIK
- farbki akrylowe, wtedy nie mieliśmy farbek w ofercie więc użyłam jakieś stare zakupione w UK, ale możecie wykorzystać ten kolor KLIK plus dla uzyskania drugiego jaśniejszego koloru możecie wymieszać go z farbką białą KLIK 
- naklejki wodne np KLIK
- mazak sharpie z cienką końcówką lub farbka akrylowa czarna KLIK
- cienki pędzelek np KLIK
- żel biały KLIK

Wykonanie:

1. Krok pierwszy w każdej stylizacji to odpowiednie przygotowanie paznokcia - przedłużenie, nadanie kształtu, wyprofilowanie, zmatowienie i odtłuszczenie/ jeśli wykonujecie manicure hybrydowy to odpowiednio przygotowanie płytki, nałożenie bazy.

2. Paznokcie na kciuku, palcu wskazującym oraz małym pokrywamy żelem z drobinkami - dla lepszego efektu możecie położyć jedną warstwę białego żelu pod, ja użyłam samego żelu 04. Na pozostałe paznokcie nakładamy żel biały. Utwardzamy, na wszystkie paznokcie nakładamy drugą warstwę tych samych żeli i znów utwardzamy. Paznokcie ze srebrnym żelem pokrywamy topem i utwardzamy - są już gotowe.

3. Biały żel przemywamy dokładnie cleanerem i matujemy bloczkiem. Jeśli macie jeden kolor farbki akrylowej np granatowy jak w tym przypadku wymieszajcie odrobinę z białym - uzyskacie jaśniejszy odcień. Do mieszania farbek możecie użyć kawałka jakiejkolwiek folii lub kartki oraz pędzelka. Gdy macie przygotowane kolory należy je dość mocno rozcieńczyć wodą. Jak ? Również za pomocą pędzelka i folii - nanieście kroplę farbki i stopniowo dodawajcie wody(pędzelkiem), całość należy dokładnie rozmieszać, powinny mieć dość wodnistą konsystencję. Gdy farbki są gotowe zabieramy się za nanoszenie ich na zmatowione paznokcie. W moim przypadku paznokieć serdeczny został cały pokryty farbkami a na wskazującym zrobiłam tylko dwu kolorowego kleksa. Farbkę nanosimy partiami najpierw jeden kolor następnie drugi i delikatnie pędzelkiem zacieramy ich granicę - żeby uzyskać efekt przejścia. Jeśli wydaje wam się że w którymś miejscu jest za ciemno - dodajcie pędzelkiem wody, jeśli zaś za jasno dorzućcie koloru. Gdy uzyskacie zadowalający efekt zostawcie całość do wyschnięcia, może to chwilę potrwać w szczególności jeśli użyliście sporo wody :) Pamiętajcie jednak że farbka musi być całkowicie wyschnięta !

4. Następnym krokiem będzie pokrycie paznokci z farbką cienką warstwą topu. UWAGA! Jeśli decydujecie się na malowanie linii czarną farbką to pomińcie ten krok - od razu możecie przejść do malowania. Ja do tego celu użyłam Sharpie, po utwardzeniu i przemyciu topu narysowałam nim linie wg uznania. Nie mam zdolności plastycznych więc jest to dla mnie najwygodniejsza metoda, ale z powodzeniem możecie użyć farbek, rapidografu, stylografu, żelu czy hybrydy. Po namalowaniu wzorów ponownie zostawiamy paznokieć do wyschnięcia.

5. W międzyczasie zabieramy się za naklejkę wodną, wycinamy wzór z arkusza, ściągamy folię, zanurzamy naklejkę w wodzie, po kilku sekundach za pomocą pęsety ściągamy z papierka i nakładam na paznokieć. Ustawiamy w odpowiednim miejscu i stemplując wacikiem osuszamy paznokieć. Tu również polecam odczekać chwilkę aż resztki wody wyparują.

6. Paznokcie z farbkami pokrywamy drugi raz topem - pamiętajcie aby dobrze zabezpieczyć brzegi, utwardzamy i gotowe :)


Mam nadzieję że zdobienie przypadło wam do gustu, jest to jedna z moich ulubionych stylizacji z okresu gdzie za każdym razem wymyślałam dla moich paznokci przeróżne zdobienia, teraz niestety z powodu braku czasu stawiam bardziej na klasykę :)

Pozdrawiam i zapraszam do sklepu - linki poniżej :)
_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

15.01.2017

Budowa domu, jak przetrwać walkę z urzędami :)

Cześć, dziś kolejny post na temat budowy domu. Opowiem wam co musieliśmy zrobić przed rozpoczęciem budowy, dokumenty, urzędy, to wcale nie jest takie proste jak się wydaje :) Na wstępie zaznaczę, że wszystko co wam opisze dotyczy naszej konkretnej sytuacji. Nie możemy każdej budowy pakować do jednego worka, ponieważ sytuacje są różne, to że my robiliśmy tak i w naszym rejonie są takie zasady nie znaczy że u was będzie tak samo :) Nie znajdziecie tu konkretnych wytycznych co i kiedy macie zrobić, traktujcie ten post z przymrużeniem oka, po prostu opiszę jak wszystko wyglądało z mojego punktu widzenia :)

Zacznijmy od naszej sytuacji:

- budujemy dom na działce rodziców, na której stoi już jeden dom mieszkalny oraz inne budynki, co za tym idzie wszystkie media mamy już na działce,
- dom parterowy ok 160m powierzchni - ale o tym dokładnie opowiem następnym razem
- w ubiegłym roku zamiast budowy nowego domu chcieliśmy rozbudować istniejący  więcej tu, mieliśmy już nawet gotowe warunki zabudowy z Urzędu Gminy


Czas start, pierwszym punktem na naszej liście było dostanie warunków przyłączenia do sieci (prąd) oraz warunków przyłączenia wody i kanalizacji. Na pierwsze czekaliśmy niecały miesiąc, wniosek składaliśmy u dostawcy prądu ale z tego co pamiętam można również listownie. Wodę i kanalizację załatwiliśmy "od ręki" w naszym urzędzie gminy. Pamiętam że w obydwu przypadkach musieliśmy mieć ze sobą mapki żeby pokazać w którym miejscu planujemy budowę domu. Gdy dostaliśmy warunki przyłączenia prądu mogliśmy składać wniosek o Warunki Zabudowy do Urzędu Gminy. Do wniosku musieliśmy dołączyć wyżej wymienione pisemka odnośnie wody, kanalizacji i prądu, oraz mapy i dokument potwierdzający stan prawny nieruchomości (te papiery są do wybrania w Starostwie) pamiętam że na mapki czekaliśmy sporo czasu, więc warto to załatwić wcześniej. W tym miejscu dodam że mój brat jest geodetą i dzięki jego pomocy udało nam się nie zwariować i jakoś to wszystko ogarnąć. To on mówił nam co po kolei należy zrobić, a wiele spraw które tylko mógł zrobić za nas robił sam. Bez jego pomocy już dawno byśmy się w tym wszystkim pogubili, a uwierzcie panie w urzędach wcale nie są pomocne..

Po złożeniu do gminy wniosku o warunki zabudowy zarówno my jak i sąsiedzi dostaliśmy sterty listów typu: właśnie zakończyliśmy etap ten i ten, możecie się zapoznać z dokumentacją w urzędzie gminy do 7 dni... Po 4 miesiącach oczekiwania, walki dopytywania się i pospieszania które nic nie dało w końcu otrzymaliśmy decyzję o Warunkach Zabudowy, która uwaga albo wcale albo prawie wcale nie różniła się od tej którą dostaliśmy rok temu na dobudowę domu! Ale wiecie jak jest, wszystko trzeba było robić od nowa, płacić i czekać... W takiej decyzji dowiadujecie się np że nie możecie zrobić płaskiego dachu, jest nawet podany kąt nachylenia do którego należy się dostosować, dowiedzieliśmy się że elewacja frontowa nie może przekraczać 16metrów, oraz że po budowie domu musimy zagospodarować resztę działki i zasadzić krzaczki.... 
Po 4 miesiącach oczekiwania na decyzję, musieliśmy jeszcze poczekać kolejne 2 tygodnie, na uprawomocnienie się! Tak 4,5 miesiąca czekania na coś co rok temu mieliśmy już gotowe, ale niestety pani w urzędzie powiedziała że musi być od nowa... 

W międzyczasie zajęliśmy się projektem, w naszym przypadku był to projekt indywidualny wymyślony przeze mnie i dostosowany do usytuowania naszej działki oraz do naszych potrzeb. Taki projekt zanieśliśmy do architekta który miał go przekształcić w profesjonalny projekt budowlany który można złożyć w starostwie z wnioskiem o pozwolenie na budowę domu... W tym samym czasie geodeta/brat wykonał mapkę do celów projektowych.
Na projekt czekaliśmy uwaga... 5 miesięcy !! Całe szczęście zazębiło się to z oczekiwaniem na warunki zabudowy, ale i tak mieliśmy przez to miesiąc poślizgu... Gdy wszystko było gotowe architekt złożył wniosek o pozwolenie na budowę do starostwa i nie powiem wam jakie dokumenty były potrzebne ponieważ na szczęście w porozumieniu z bratem zrobili wszystko za nas. 

Tu na szczęście poszło w miarę gładko, na pozwolenie na budowę czekaliśmy ok 1,5 miesiąca już z 2 tygodniowym uprawomocnieniem się. Nie obyło się bez bezsensownego czekania, ponieważ po wspomnianym uprawomocnieniu się pozwolenia na budowę, zgłaszamy zawiadomienie o planowanej dacie rozpoczęcia robót budowlanych - data nie może być krótsza niż za kolejne 7 dni. Wraz z tym zawiadomieniem należy złożyć dokumenty które wcześniej wypełnia kierownik budowy. 

Co za tym idzie przed złożeniem takiego zawiadomienia, musimy znaleźć kierownika budowy. Czym oni się różnią ? Ceną i stopniem upierdliwości, szukajcie a znajdziecie odpowiedniego, zapewniam wybór przynajmniej w naszych okolicach jest spory. Mała uwaga, jeśli macie wybraną ekipę budowlaną, wybór kierownika warto skonsultować z majstrem - bywa tak że ekipa i dany kierownik za sobą nie przepadają, a przecież nie o to chodzi żeby toczyć kłótnie na placu budowy... 

Wracając do starostwa, równolegle z zawiadomieniem o planowanej dacie rozpoczęcia się prac budowlanych, w innym dziale złożyliśmy wniosek o wydanie a raczej kupienie dziennika budowy, który był do odebrania tydzień później. W dzienniku geodeta oraz kierownik budowy muszą zapisywać kolejne etapy prac na budowie. 

I po długich a ciężkich bojach dobrnęliśmy do szczęśliwego zakończenia czyli do rozpoczęcia budowy !
Całość załatwień i walki z urzędami od chwili złożenia wniosku o warunki przyłączenia do sieci energetycznej po uprawomocnienie się pozwolenia na budowę i odczekaniu  kolejnych 7 dni na zgłoszenie rozpoczęcia prac trwała u nas około 8,5 miesiąca... Dla nas to sporo, w szczególności gdy mamy świadomość, że niektóre etapy takie jak robienie projektu, czy oczekiwanie na warunki zabudowy z gminy mogły trwać o wiele krócej. Niestety znamy przypadki gdzie urzędy pochłaniają dużo więcej czasu, rok... dwa... dzieje się tak gdy macie np niewyjaśnioną sytuację prawną co do posiadania działki lub gdy staracie się o kredyt. Bywa również i szybciej, na przykład gdy dana gmina/miasto mają ustalony Plan Zagospodarowania Przestrzennego i warunki zabudowy dostajecie od ręki.. :)


Na koniec dodam nie przerażajcie się, wszystko jest do przejścia, jeśli kompletnie się na tym nie znacie, poszukajcie kogoś znajomego kto wam pomoże, może kogoś kto niedawno się budował? Jeśli nie macie takiej osoby, to z pewnością geodeta oraz architekt wam pomogą :) Widok fundamentów wynagradza całe oczekiwanie, wtedy tak jak my przekonacie się, że było warto :) Jeśli chcecie znać więcej szczegółów, zapytać o architekta albo kierownika, śmiało piszcie na maila: nefrifhu@wp.pl, z chęcią odpowiem na wasze pytania :)







Następnym razem dowiecie się jaki projekt wybraliśmy, co, gdzie i dlaczego akurat tam :)

Pozdrawiamy wraz z moim magicznym zeszycikiem w którym zapisuje dosłownie wszystko co związane z budową :)



_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

12.01.2017

Suknia ślubna z odzysku.. czyli jak poznałam Justina :)

Niedawno opisałam wam jak wyglądały poszukiwania mojej wymarzonej sukni ślubnej - Klik,  Dziś przedstawiam wam szczęśliwy finał... czyli mojego Justina Alexandra model 8716 z roku 2014, jak wiecie nasz ślub był 14.11.2015r, więc tak kupiłam używaną suknię ślubną :)


Jak do tego doszło?


Tak jak wspominałam ostatnio, podjęłam decyzję, szukam używanej sukni ślubnej. Marzyłam o tym żeby znaleźć suknie która spełnia moje wymagania gdzieś blisko, żeby móc pojechać przymierzyć, obejrzeć na żywo. Niestety jak się domyślacie w obrębie ok 100km takiej sukni nie znalazłam... Przekopałam cały internet, codziennie sprawdzałam nowe ogłoszenia, sukien jest masa, naprawdę mnóstwo począwszy od rybek przez princeski po literę A... jeśli zapoznałyście się z poprzednim postem wiecie że miałam kilka ściśle określonych wymagań, naprawdę nie chciałam iść na żadne ustępstwa ponieważ ma to być mój dzień i moja wymarzona suknia :)

Przekopując internet w poszukiwaniu inspiracji natknęłam się na suknie ślubne Justin Alexander, większość bardzo mi się podobała, były bardzo w moim stylu ale poza zasięgiem finansowym.. Któregoś dnia znalazłam ją, model 8716, gdzieś na oficjalnej stronie, dokładnie nie pamiętam, w każdym razie zdjęcie na modelce...W tym momencie poczułam motyle w brzuchu, a nad głową zapaliła mi się żarówka.. tak dokładnie jak w bajkach, pomyślałam że muszę ją mieć! Byłam pewna że jej nie znajdę, a jeśli znajdę będzie bardzo droga - nowe suknie tego projektanta kosztują od ok 4000zł wzwyż, więc pomyślałam że nikt nie sprzeda jej taniej niż ok 2500zł - JA BYM NIE SPRZEDAŁA :)  Ku mojemu zdziwieniu znalazłam ! Nawet kilka ! W mniej więcej moim rozmiarze  były dwie jedna na OLX druga na Vinted, nieznacznie różniły się ceną. Od panien młodych dostałam mnóstwo zdjęć, zarówno aktualnych jak i ze ślubu. Obydwie suknie były z trenem chociaż na tym wcale mi nie zależało, ale też nie przeszkadzało. Suknie były w rozmiarze 12 czyli Polskie 40. Oczywiście prosiłam o wymiary zarówno sukni jak i panien młodych, w celu porównania z moją sylwetką. Zdecydowałam się na tą suknię gdzie wymiary moje i tamtej pani młodej były bardziej zbliżone, pamiętam że miała większy biust, ja natomiast byłam większa w talii i biodrach. Trochę zaryzykowałam ponieważ wiedziałam że materiału na regulację(wiązanie) gorsetu jest niewiele. i mogę się nie zmieścić, ale pomyślałam że może będę mogła ją delikatnie przerobić.

Pani sprzedawała suknię z kompletem metek potwierdzających oryginalność, z halką z kołem, szelkami oraz z pokrowcem z salonu w którym kupiła suknię. Całość kosztowała mnie uwaga.... 1500zł, oczywiście zapłaciłam przy odbiorze. Suknia miała być w stanie idealnym, po pralni chemicznej, bez jakiegokolwiek śladu użytkowania, przyszła z małą może pół centymetrową plamką na podszewce - pod warstwami tiulu, więc było ją widać tylko podczas niektórych ruchów. Jako, że suknia miała być bez żadnych wad skontaktowałam się ze sprzedającą która bez wahania w takiej sytuacji zwróciła mi 200zł - np na ponowne wypranie. Oprócz tego suknia naprawdę była w stanie idealnym, nie było żadnych plam, przebarwień, nie była pozaciągana, nie była potargana, tiul w stanie idealnym, co bardzo rzadko się zdarza.

Pamiętam jak dziś, o zakupie wiedział tylko mój przyszły mąż, nikomu w domu o tym nie powiedziałam, dlaczego? Bałam się reakcji, bałam się tego że suknia przyjdzie zniszczona, że totalnie nie będzie mi pasować, bałam się czy będę mogła ją zwrócić, czy będę mogła ją przerobić
jeśli totalnie nie będzie mi pasować..


Poprawki


Możecie wierzyć lub nie, ale suknia była idealna, jakby była uszyta dla mnie. Zgadzała się długość, zgadzał się rozmiar, suknie nie wymagała ŻADNYCH  poprawek. Jako iż jesteśmy totalnymi laikami w tym temacie postanowiłam dla pewności zabrać ją do salonu sukien w którym właścicielka zajmuje się również poprawkami. Utwierdziła mnie w przekonaniu że wszystko z nią jest ok, doradziła abym wyprała ją 2 tyg przed ślubem w celu odświeżenia koloru. Stwierdziłyśmy razem że wypożyczę od niej halkę z kołem - wygodniejszą, nieco większą, bardziej 'sztywną' dającą swobodę np podczas tańca. Ta która przyszła z suknią była mniejsza i miała miększe koło które się uginało a tai efekt mi się nie podobał. Podjęłyśmy również decyzję że zmienimy guziczki podtrzymujące tren, ponieważ obecne były duże i wyglądały dosłownie jak te od starej pościeli (jesteśmy pewne że to sprawka pań z salonu w którym zamawiała suknię poprzednia właścicielka) :) Ja za to chciałam delikatne srebrne kamyczki. Wszystkie poprawki miały nastąpić dopiero po praniu chemicznym czyli pod koniec października. Tak więc miałam odłożyć mojego Justina na 4 miesiące i spokojnie czekać :)

to moje pierwsze zdjęcie w sukni, przyszła do mnie na początku czerwca 2015 :)



Odłożyłam Justina i czekałam, kupiłam buty wygodne, nie wysokie na słupku, widoczne na 1 zdjęciu. W przypadku princeski długość sukni nie musi być dopasowana co do 1cm, macie ten komfort że jest koło które podtrzymuje całość i nawet jakbyście chciały nie staniecie na sukni, no chyba że będzie za długa o 10cm :) Moje buty miały ok 7cm, koło północy przebrałam na baleriny i nie poczułam znaczącej różnicy.


Jak wygląda Justin 8716:


Zaczynając od góry, gorset idealnie dopasowany, usztywniony, wysmuklający, podkreślający talię. Tak jak marzyłam wykończenie w serduszko, dodatkowo z przepięknie opalizującymi diamencikami zarówno na dole jak i na górze.  Cały był pokryty tiulem ułożonym na zakładkę - nie umiem tego opisać zobaczcie na fotkach :) Ułożenie tego tiulu świetnie podkreślało sylwetkę. Gorset wiązany z tyłu dzięki czemu suknia jest bardziej uniwersalna. Pod gorsetem dwie szerokie gumy które utrzymują całość w ryzach. Gorset był wyposażony w zaczepy na szelki, byłam pewna że z nich skorzystam, jednak suknia tak dobrze się trzymała, że nie musiałam :) Gorset płynnie łączył się z dołem - w linii prostej co nie poszerzało bioder. Tiul mięciutki, delikatny, dodatkowo pierwsza warstwa posiadała naszyte przeźroczyste cekinki które pięknie błyszczały w sztucznym świetle.  Ogromny tren który był przedłużeniem sukni.


zdjęcia z przymiarek i próbnej fryzurki


Mamy mały kłopot...



Do tej pory wszystko szło gładko, niestety wszystko zmieniło się, gdy zaczęliśmy z mężem ćwiczyć 1 taniec - walc angielski. Jeśli choć trochę orientujecie się jak to wygląda wiecie że polega on na poruszaniu się w kwadrat, spore zdecydowane kroki na boki, do przodu, do tyłu... Tren w tej sukni był na prawdę ogromny, zaczynał się nie z tyłu a już na bokach, a nawet delikatnie na przodzie sukni. Był podpinany co kilka centymetrów na guziczki, a pomiędzy nimi na dole tworzył się dłuższy fragment który przeszkadzał w tańcu.. Mi oraz mojemu mężowi, ja nadeptywałam od środka, on nadeptywał na zewnątrz... w szczególności w tym rodzaju tańca ponieważ robiąc krok uginamy kolana i suknia kładzie się na ziemi. Byłam przerażona, nie wiedziałam co mam zrobić, wiedziałam jedno nie wyobrażam sobie swojego własnego wesela przesiedzianego na stołku! Ochłonęłam, przestałam się martwić i postanowiłam czekać na wizytę u pani krawcowej.

Tak jak radziła 2 tygodnie przed ślubem wyprałam suknię w pralni - koszt 150zł i poszłam do niej na poprawki. Usilnie chciała zostawić tren, mi nigdy na tym nie zależało, ale pomyślałam że skoro jest i jest naprawdę przepiękny to faktycznie niech zostanie.. Wymieniła guziczki, przymierzyłam suknię z jej halką, którą miałam wypożyczyć, żebym nie zahaczała w tańcu podcięła mi wewnętrzne warstwy tiulu.  Na miejscu wydawało mi się że jest ok, wzięłam suknię do auta i wróciłam do domu. Ponownie ubraliśmy się i zrobiliśmy próbę tańca... problem w mniejszym stopniu ale się powtórzył! :( Tren ciągle się zawijał i zahaczaliśmy o niego butami... Na trenie nie zależało mi wcale, owszem jest piękny jeśli ktoś ma ślub w ogromnym kościele, a panna młoda dumnie kroczy i ciągnie go za sobą. W moim kościółku tren chyba nawet nie zdążyłby się dobrze rozłożyć, a goście by go nie zauważyli, bo jest tak mało miejsca :) Później tren byłby tylko problemem - nie dość że podpięty nie do końca ładnie wygląda - robi się kaczy kuperek, to jeszcze suknia waży dodatkowe kilogramy które trzeba dźwigać kilkanaście godzin... Bez wahania podjęłam decyzję - tniemy ! Tydzień przed ślubem spakowałam suknię z powrotem (akurat miałam jechać odebrać halkę) i poszłam pewna siebie uciąć to paskudztwo :)) Wyglądało to tak że stanęłam na podeście w moich ślicznych bucikach a pani krawcowa z ogromnymi nożycami objechała suknie dookoła, trwało to nie więcej niż 5min, zostawiłam ją do podrównania oraz odprucia guziczków i pętelek które trzymały tren. Na drugi dzień odebrałam ją i odetchnęłam z ulgą, oczywiście nie obyło się bez kolejnych prób tańca tym razem zakończonych sukcesem - cieszyłam się jak małe dziecko :) Dodam jeszcze że zdecydowałyśmy się na zostawienie tyłu minimalnie dłuższego niż przód - żeby delikatnie opierał się o podłogę, taki efekt zawsze bardzo mi się podobał, nie byłam zwolennikiem zostawiania dziury z tyłu między podłogą a suknią :)


Jakość sukni..


Zawsze myślałam, że nie ma widocznej różnicy pomiędzy zwykłymi sukniami no name a sukniami od projektanta... byłam w ogromnym błędzie, ale przekonałam się o tym dopiero na własnej skórze.

Zacznijmy od jakości, wyobraźcie sobie że moja suknia przeżyła dwa wesela, moje dwie sesje i sesje pani która mi tą suknie sprzedała. Był prana w pralni chemicznej 3 razy. Zgadnijcie w jakim jest stanie? Tak, idealnym ! Nie odpadł ani jeden kamyczek - no chyba że w takim miejscu gdzie nie zauważyłam :) Tiul pomimo wielogodzinnych tańców, nadeptywania przez gości i przez mojego męża jest nienaruszony! Jak przyszłam z suknią do pani krawcowej stwierdziła że poprzednia pani młoda musiała przesiedzieć całe wesele ponieważ tiul był w stanie idealnym, ja po moim weselu stwierdzam że to zasługa bardzo dobrej jakości materiałów. Z polskich tiulowych sukien ślubnych już dawno zostałyby strzępy, o czym przekonałam się niejednokrotnie na weselach znajomych oraz w salonach sukien. Panie otwarcie mówiły że używane suknie przed ponową sprzedażą lub wypożyczeniem są podcinane w celu wyrównania poszarpanego tiulu, słyszałam nawet o wymienianiu całych warstw tiulu jeśli są bardzo naruszone.
Dodatkowo stwierdzam że suknia jest świetnie uszyta, gorset jest sztywny i świetnie dopasowany, idealnie wysmukla i dopasowuje się do ciała. Każdy detal jest ładnie wykończony, nawet od wewnętrznej strony. Gorset po tylu przygodach nie wygiął się, nie odkształcił, nadal wygląda jak nowy.
Suknie ślubne które mierzyłam w salonach wyglądały mniej więcej tak: podszewka materiałowa, na to 1-2 warstwy tiulu i to wszystko, pod spód zakłada się halkę z kołem która nadaje objętość i robi robotę. Z czego składa się moja suknia (zaczynam od środka) 1. biała podszewka z lejącego materiału z wszytym paskiem tiulu usztywniającego na samym dole 2. warstwa tiulu usztywniającego ponownie z falbanką na samym dole 3. prosty tiul usztywniający już bez falbanki, 4. podszewka z białego lejącego się materiału i kolejne trzy warstwy - 5,6,7 to mięciutki, delikatny tiul nawierzchniowy. Dzięki tym warstwom suknia cudownie się układa, tworzy objętość, nie widać spod niej koła, wszystko jest stabilne i dobrze wykonane.
Nie mówię że wszystkie suknie no name są kiepskiej jakości, ale te które mierzyłam w większości takie były. Wystarczyło stanąć pod światło a było widać koło ponieważ było tak mało warstw.
Moja suknia jest bardzo ciężka, co przemawia tylko i wyłącznie za jej jakością. Ku mojemu zdziwieniu i ponownie zdziwieniu pani z salonu sukien podczas wesela ani razu nie musiałam jej odwiązywać i poprawiać. Po wniesieniu mnie na salę przez mojego męża delikatnie się obsunęła co jest zupełnie normalne, z siostrą poprawiłyśmy ją w pokoju bez odwiązywania i na tym był koniec - ani jednej poprawki do rana. Nie zsuwała się, gumy które są zamocowane pod gorsetem były idealnie dopasowane, co nie pozwalało sukni na spadanie w dół.
Po moim ślubie przekonałam się że czasami jakość idzie w parze z ceną, na szczęście moja jakość kosztowała mnie tylko... no własnie ile?


Koszty:


Podsumowując całkowity koszt mojej sukni  : 1300zł suknia + 150zł pralnia chemiczna + 30zł poprawki (guziki, obcięcie trenu) - tak tylko tyle zapłaciłam przemiłej pani która skakała koło mnie  przez kilka dni jak głupia i wymieniała guziki po to żeby je za kilka dni odpruć :) Oprócz tego szyła mi bolerko i pożyczała halkę, wszystko za śmiesznie małe kwoty, z naprawdę profesjonalnym podejściem. Jeśli chcecie wiedzieć o który salon w Dębicy chodzi napiszcie na maila : nefrifhu@wp.pl z chęcią dam namiar :)


Na koniec wrzucam kilka zdjęć z wesela i sesji :)

mąż dzielnie poradził sobie z zasznurowaniem całego gorsetu :)


tu na twarzy przedślubny stres ale macie zbliżenie na gorset - szelki od stanika odpięliśmy po zasznurowaniu 






a tu są widoczne warstwy oczywiście niedokładnie, ale same widzicie trochę tego jest :) cholerne koło też wylazło, ale co tam :)




więcej niestety wam nie pokażę ponieważ na zdjęciach są goście :)


Na sam koniec dodam że nie sprzedaję mojej sukni, dałam za nią tak śmieszne pieniądze że żal by było się jej pozbyć. Jest przepiękna i cieszę się że zostanie ze mną na długo :) Jeśli spodobał wam się ten model, w internecie ciągle jest ich sporo na sprzedaż - sprawdzałam kilka dni temu :)

Dziewczyny nie bójcie się kupować używanych sukni, a w szczególności tych dobrej jakości ! Można powiedzieć że to inwestycja i ogromna oszczędność pieniędzy :) Pamiętajcie zawsze można coś poprawić lub dogadać się ze sprzedającą, że jeśli całkowicie nie będzie pasować to ją zwrócicie :) Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, ja wypiłam i jestem bardzo zadowolona z wyboru :)


Pozdrawiam serdecznie wszystkie przyszłe panny młode :*

_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK


09.01.2017

Moje poszukiwania idealnej sukni ślubnej :)

Moja wymarzona suknia: 

Nie mogę inaczej zacząć tej notki, jak od opisania mojego wymarzonego modelu, takiego o którym śni się nocami, marzy będąc mały dzieckiem i widzi w myślach planując ślub z księciem z bajki :) Princeska koniecznie z tiulowym dołem, śnieżnobiała, a na gorsecie musiała mieć srebrne kryształki... no cóż delikatna klasyka mnie nie kręci :) Podobały mi się suknie gorsetowe, ale niestety od kilku lat miałam problem i straszny kompleks jeśli chodzi o plecy (trądzik). Bardzo się ucieszyłam gdy w modę zaczęły wchodzić tiulowe koszulki które zakłada się pod suknie, wtedy do marzeń dołączyła i ta część garderoby :)

Poszukiwania: 


Pierwszy raz miałam na sobie jakąkolwiek suknię ślubną dnia 10.03.2014r. - co prawda byliśmy już zaręczeni ale o ślubie jak to się mówi nawet ptaszki nie śpiewały :) Wybrałyśmy się z koleżanką do salonu sukien ślubnych w Tarnowie, tak ot poprzymierzać, popytać jak to wszystko działa. Po wizycie w tym salonie delikatnie się załamałam, dlaczego? Z perspektywy czasu wiem, że pracująca tam pani była nieprofesjonalna, w salonie był bardzo mały wybór i po prostu to co mi zaproponowała kompletnie do mnie nie pasowało. W skrócie w jeden sukni wyglądałam na 100 kilogramową przytłoczoną łąbędzice (patrz zdjęcie), a 2 postarzyła mnie o jakieś 15 lat i była kompletnie nie w moim guście ;') Pierwsza suknia dlatego tak 'zadziałała' ponieważ była odcinana tuż pod biustem, idealna np dla panien młodych w ciąży! Teraz o tym wiem, ale wcześniej byłam pewna że moje marzenia o sukni ślubnej z tiulem legły w gruzach.

paczajcie i podziwiajcie... miałam nie dodawać ale na insta ciągle to wisi więc co mi tam :)


Minął niecały rok, przekopałam cały internet i doszłam do wniosku: albo kupię suknię używaną, albo wypożyczę. Stwierdziłam, że na prawdę nie widzę sensu w kupowaniu sukni za 2500-3000zł, mogę wydać na to połowę mniej a za drugą połowę ubrać pana młodego. Jak każda kobieta chciałam mieć suknię na własność stąd pomysł kupna używanej, która zostałaby ze mną na zawsze, ale pomyślałam że jeśli nie znajdę ideału wolę wybrać opcję z wypożyczeniem. Z polecenia kuzynki odwiedziłam salon w którym mieliby uszyć dla mnie suknię idealną a później mogłabym ją zwrócić do sklepu. Jak W. był w Polsce wybraliśmy się tam na przymiarkę i tu mimo mojej niebanalnej miny mogę wrzucić wam fotkę. To już było 'coś' nie do końca ideał ale blisko. Koszt takiego uszycia i wypożyczenia to 1500-1700zł.. Po wizycie w tym salonie byłam bardzo pocieszona, wiedziałam, że mam koło ratunkowe, jeśli nie znajdę czegoś innego wystarczyło, że 4 miesiące przed ślubem pójdę i zamówię tam suknie - szyta na zamówienie więc mogłam zmienić dosłownie wszystko :) Co do wyglądu sukni, utwierdziłam się w przekonaniu że dekolt musi być w serduszko, a dół bez problemu może być tiulowy (po wizycie w Tarnowie byłam pewna że muszę zrezygnować z moich marzeń bo wyglądałam koszmarnie!)



Jakiś miesiąc po wizycie w tamtym salonie wybrałyśmy sie z dziewczynami do Rzeszowa, salon był ogromny, a panie które tam obsługiwały mega miłe pomocne i przede wszystkim profesjonalne ! :) Niestety był to jeden z salonów w których nie można robić zdjęć :( Oczywiście była to kolejna wizyta w celu zwiadowczym, żadna z nas nie miała zamiaru kupować tam sukni - ceny ok 2500-3000zł, a za wypożyczenie niewiele mniej. Pamiętam jednak, że po tej wizycie podjęłam dwie bardzo ważne decyzje. Po 1 żadna koszulka tiulowa, żadna suknia z zabudowaną górą nie wchodziły w grę, tego typu rzeczy poszerzały mi ramiona, przyciągały do nich wzrok, bardzo źle się z tym czułam.  Na szczęście z kompleksów i trądziku się wyleczyłam więc mogłam sobie pozwolić na suknię bez ramiączek.  Drugi punkcik to suknia ślubna princeska ale z prostą linią bioder, bez 'bufek' które ma suknia na zdjęciu powyżej. W tych prostych zwyczajnie wygląda się szczuplej :)


Po powrocie mojego W. do Polski pojechaliśmy do kilku salonów w Dębicy, był to ostatni dzwonek jeśli chciałabym kupić suknię nową (prawie we wszystkich salonach okres oczekiwania to pół roku). Poprzymierzałam, przyszły mąż poparł moją wizję którą opisałam wyżej. Okazało się że ceny są podobne do tych z Rzeszowa i podobnie jak tam za wypożyczenie płaci się niewiele mniej jak za kupno nowej sukni (kilkaset złotych mniej),oprócz wspomnianego wcześniej salonu, tam ceny za wypożyczenie wydawały się bardziej racjonalne niż w pozostałych... W maju podjęłam ostateczną decyzję do lipca mam czas na kupno używanej sukni, a jeśli takiej nie znajdę pójdę do pani z salonu i szyjemy coś na wzór tej ze zdjęcia. Na szczęście bardzo szybko znalazłam moją wymarzoną suknię ślubną z odzysku.. ale o tym następnym razem... uchylę tylko rąbka tajemnicy...

miłego dnia :*



PS. Tak, mój mąż widział mnie w sukni przed ślubem, powiem więcej widział mnie w nie jednej sukni przed ślubem, ba ! powiem jeszcze wiecej, mój mąż ubierał mnie do ślubu :)  Ale o tym innym razem w notce o tradycjach, przesądach i zabobonach :))
_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

07.01.2017

Budowa od zera czy rozbudowa istniejącego domu ? Plusy i minusy..

Hej dziewczyny, kilka dni temu napisałam dla was wstęp do serii o budowie domu - KLIK. Dziś nadszedł dzień gdy podzielę się z wami spostrzeżeniami na temat trudnego wyboru którym w naszym przypadku była decyzja czy budować nowy dom od zera czy dobudować ok 60m do istniejącego domu moich rodziców.


Tak jak wspominałam poprzednio byliśmy w 100% zdecydowani na dobudowę do istniejącego domu, oczywiście ze względów finansowych, baliśmy się i boimy się nadal że oszczędności nie wystarczą na wybudowanie domu, a kredytów i pożyczek unikamy jak ognia :)
Zacznijmy od tego jak wygląda sytuacja, nasz aktualny dom to ok 80m powierzchni użytkowej jesteśmy my i rodzice, wiadomo kiedyś pojawią się dzieci, dodatkowo prowadzę działalność w domu. Domek jest starszy ok 40letni, rozmieszczenie tak jak dawniej, 3 duże pokoje po 20m, w tym dwa przejściowe 'z pokoju do pokoju', kuchnia i łazienka bardzo malutkie. Cały dom jest wyremontowany, nie nowoczesny, ma swój klimat, drewniane drzwi, drewniane podłogi robione własnoręcznie przez mojego tatę. Ocieplony, wszędzie nowe meble. Jest jednak jedno ale... stanowczo za mały na nasze potrzeby. Planowaliśmy dobudować drugą większą łazienkę, drugą większą kuchnie oraz salon, w niektórych wersjach jeszcze gabinet,  2 istniejące już pokoje mieliśmy przerobić na 3 sypialnie lub 2 sypialnie i garderobę. Jak widzicie kupa roboty.... Jeśli chodzi o budowę to od początku wiedzieliśmy że jeśli ten plan dojdzie do skutku to będziemy budować dom na tej samej działce na której jest istniejący, więc koszt zakupu działki, podciągnięcia mediów odpada...


Dlaczego zdecydowaliśmy się jednak na budowę?

Zaczynając od urzędów, okazało się że biorąc się za dobudowę musimy przejść dokładnie taką samą drogę co starając się o pozwolenie na budowę domu od zera, co za tym idzie koszty prawie takie same. Musimy udać się do urzędu gminy po plan zagospodarowania przestrzennego, następnie wynająć architekta który opracuje plan istniejącego domu i dobudowy, oczywiście do tego dochodzą koszty mapek ze starostwa, geodety (to akurat nas nie dotyczy bo geodetą jest mój brat :)) Następnie musielibyśmy złożyć do starostwa wniosek o pozwolenie na dobudowę. Czas oczekiwania taki sam jak w przypadku budowy od zera. Omijamy tylko koszt podciągnięcia wody, prądu i kanalizacji bo wiadomo te rzeczy są już w domu.

Nowy dach. Dach na obecnym domu spokojnie wytrzyma jeszcze kilkadziesiąt lat, decydując się na dobudowę musielibyśmy istniejący całkowicie rozwalić i zrobić od podstaw nowy, co generuje ogromne koszty.

Nowe ocieplenie. Obecnie dom jest ocieplony wełną i wykończony sidingiem. Robiąc dobudowę całość musielibyśmy zlikwidować i zrobić jednolitą elewację i ocieplenie na całości - koszt ocieplenia i dachu taki sam jak przy budowie nowego domu.

Wymiana okien. Mamy plastikowe ok 20 letnie okna, nie są szczelne ale spokojnie wytrzymają kolejne kilka lat. Decydując się na dobudowę musielibyśmy całość ujednolicić co za tym idzie oprócz nowych okien na część dobudowaną musielibyśmy wymienić również te stare.

W najmniej inwazyjnej wersji dobudowy musielibyśmy całkowicie przebudować 2 niedawno odremontowane pokoje, praca i pieniądze rodziców poszłyby na marne.

W domu pojawia się pleśń, nie wiadomo dlaczego nie wiadomo skąd, tak jak wspomniałam dom jest w całości ocieplony, strop i piwnica również. Ten kto miał styczność z pleśnią wie że to walka z wiatrakami, oraz że pleśń jest bardzo niezdrowa dla organizmu. Nigdy nie mielibyśmy pewności czy po ponownym ociepleniu i wymianie okien problem zniknie.

Musielibyśmy dobudować kuchnię i łazienkę - najbardziej kosztowne pomieszczenia w domu, płytki, wyposażenie, podciągnięcie mediów na 2 koniec domu, wszystko wiąże się z dużymi kosztami.

Ciągle mało miejsca - tak na prawdę żeby stworzyć dla nas fajną przestrzeń i umieścić w naszej  przyszłej części wszystkie pomieszczenia które chcemy teraz mieć w domu, musielibyśmy dobudować 80-100metrów, co jest trochę niedorzeczne i bezsensowne ponieważ o takiej powierzchni niektórzy ludzie budują nowe domy :)

Nigdy nie będzie idealnie, dobudowując pewnych rzeczy po prostu nie dałoby się zrobić inaczej, z konieczności musielibyśmy się godzić na coś co do końca nam nie odpowiada - chodzi np o układ pomieszczeń.

Nie wiadomo jak będzie zachowywać się część dobudowana w stosunku do istniejącej - bardzo prawdopodobne byłoby pojawienie się rys, pęknięć czy osunięcia podłogi.


Ostatnią rzeczą jest to, że nie wyobrażam sobie funkcjonowania podczas całego remontu i dobudowy, zostalibyśmy z jednym pokojem kuchnią i łazienką co jest raczej nie do przyjęcia z 4 osobami i domową firmą :)



Podsumowując, tak jak przekonywali nas bliscy, po chłodnej kalkulacji wyszło na to, że w dobudowę musielibyśmy włożyć prawie tyle samo co w budowę domu od zera, ocieplenie, okna, mury, dach, kuchnia łazienka to generuje ogromne koszty. Na szczęście w porę się ocknęliśmy i już jesteśmy w trakcie budowy naszego wymarzonego domu :) O tym jaki projekt wybraliśmy dowiecie się niebawem w oddzielnej notce. :)


Kiedy zdecydowałabym się na dobudowę?

Na koniec dodam, że nie mam nic przeciwko dobudowie, ale musimy mieć na uwadze aby koszty nie wyszły takie same lub bliskie jak postawienie nowego domu :)

Zdecydowałabym się na dobudowanie jeśli:

Dom byłby stary, zaniedbany i wymagałby generalnego remontu (w naszym przypadku było mi bardzo źle z myślą że muszę zniszczyć coś w co rodzice włożyli bardzo dużo pieniędzy i pracy).

Chciałabym dobudować 2-3 pokoje, bez kuchni i łazienki ponieważ odpadają wtedy koszty związane z wykończeniem i wyposażeniem tych pomieszczeń.

Nie byłoby konieczności niszczenia dachu oraz elewacji i robienia tych rzeczy całkowicie od nowa na całej powierzchni domu.


Na dziś to by było na tyle, jeśli ktoś był zainteresowany tematem z pewnością dotrwał do końca :) Niebawem możecie się spodziewać postu na temat naszego projektu oraz kolejnego na temat formalności które musicie załatwić przed rozpoczęciem budowy :)

3majcie się i się budujcie, łapcie fotkę z naszych początków, jakby ktoś nie wiedział co to, to fragment szalunku pod fundament :)

_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK

03.01.2017

Hybryda nr 028 Amazing Line - prezentacja koloru

Hej dziewczyny, dziś bardzo szybka prezentacja jednego z kolorów hybryd dostępnych u mnie w sklepie. Kolor ten dzięki mojej siostrze skradł mi serce :)  Wybrała go na swój świąteczny manicure, gdy zobaczyłam jak się prezentuje bez wahania sama zdecydowałam się na ten sam odcień :)



Kolor o którym mowa to 028 Amazing Line, KLIK czerwień idealna, z drobinkami złota. Nie jest to brokat a lekko połyskujące na złoto delikatne drobinki, kolor idealny na święta i karnawał np na studniówkę.
Byłam pozytywnie zaskoczona kryciem, już po 1 warstwie było zadowalające ale oczywiście dołożyłyśmy drugą i efekt jest świetny :)

Paznokcie siostry, hybrydki na swojej płytce z lekką podbudową żelu żeby się lepiej trzymały.



Moje żelowe na naturalnej płytce, tym razem połączyłam ten piękny kolor ze złotym żelem również dostępnym w naszym sklepie: KLIK



To by było na tyle, zachęcam do zapoznania się z całą ofertą mojego sklepu - linki poniżej :)


_____________________________________________________________________________



Zapraszam na:
snapa: czekoladka93
Instagram - KLIK
Fanpage paznokciowy - KLIK
Fanpage mojego sklepu - KLIK
Do mojego sklepu z artykułami do stylizacji paznokci - KLIK
Kanał na YouTube - KLIK